skrzydlata blog

Twój nowy blog

Co to znaczy „wieczność” i ile to trwa,
gdzie się zaczyna i kiedy się skończy?
Kto spowodował ten „wielki wybuch”,
z którego podobno powstał wszechświat?
Jeśli takie były „uwarunkowania natury”,
to Kto powołał je do istnienia?
Przecież nic nie może powstać z czegoś,
co nie istnieje…

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. Wbrew wszystkim mirażom ułatwionego życia. Musicie od siebie wymagać, to znaczy właśnie, więcej być. Przyszłość Polski zależy od was i musi od was zależeć. To jest nasz ojczyzna, to jest nasze być i nasze mieć. I nikt nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość tego naszego być i mieć, nie zależała od nas.

Każde pokolenie Polaków, każde pokolenie, zwłaszcza na przestrzenie ostatnich dwustu lat, ale i wcześniej przez całe tysiąclecie, stawało przed tym samym problemem. Wiemy że tu, na tym miejscu, na Westerplatte, we wrześniu 1939 r. grupa młodych Polaków, żołnierzy, pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego trwała ze szlachetnym uporem, podejmując nierówną walkę z najeźdźcą, walkę bohaterską. Pozostali w pamięci narodu jako wymowny symbol. Trzeba ażeby ten symbol wciąż przemawiał, ażeby stanowił wyzwanie dla coraz nowych ludzi, coraz nowych pokoleń Polaków.

Każdy z was młodzi przyjaciele, znajduje w swoim życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, który trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o która nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować.

Wreszcie jakiś porządek prawd i wartości, który trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych.

To wszystko wydarzyło się 17 marca, w dniu Św. Patryka.
Zapraszam do poczytania i pooglądania, a niebawem postaram się sama coś więcej o nas napisać i oczywiście troszkę zdjęć naszych pokazać.

Było bardzo zielono i radośnie…

Celtycki koncert Patrykowy zbliża się wielkimi krokami. Coraz więcej tańca i coraz więcej radości, ale też i przeszkód. Najpierw moje stawy biodrowe (taniec irlandzki bardzo je obciąża), które tak nagle postanowiły sobie zacząć mnie boleć. A teraz jeszcze problem z rajstopami (zielonymi – ma się rozumieć, bo czarnych mamy na pęczki), a konkretnie z dostępną w sklepach ich ilością. Od soboty wszyscy sprzedawcy dziwnie na mnie spoglądają, gdy oznajmiam, że potrzebuję siedem par. Na szczęście do piątku zostało jeszcze kila dni i jest szansa, że gdzieś uda mi się nasz problem rozwiązać.
A nad biodrami pracuję codziennie. Dostałam taki specjalny zestaw ćwiczeń, które mają ułatwić mi życie, pozbawiając je bólu tego, co mnie konkretnie bolało (bo okazało się, że to się jakoś nazywa, a w każdym razie nie chodzi o same biodra – wybaczcie, że się na tym nie znam).

A oto kilka ciekawych linków:
Nasz kącik na FORUM – zapowiedź piątkowego koncertu. Serdecznie zapraszam, każdy ciepły szept mile widziany.

Tutaj o nas napisali.

Pozdrawiam zielono…

Pewnego dnia (był to jeden z pierwszych dni w nowym liceum) zobaczyłem chłopaka z mojej klasy wracającego do domu. Nazywał się Kyle. Wyglądało na to, że niósł ze sobą wszystkie książki. Pomyślałem sobie: ”Dlaczego ktoś, w piątek, miałby nieść do domu wszystkie swoje książki? To musi być skończony osioł.” Miałem sporo planów na ten weekend (imprezy, mecz futbolowy jutro po południu), więc wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej. Kiedy szedłem zobaczyłem grupę dzieciaków biegnących w jego stronę. Wpadli na niego, wyrwali mu z rąk wszystkie książki i podstawili nogę, tak że wylądował w kurzu. Jego okulary poleciały w powietrze i zobaczyłem jak wylądowały w trawie około pięciu metrów od niego. Spojrzał w górę i zobaczyłem bezgraniczny smutek w jego oczach. Moje serce wyrwało się ku niemu, więc podbiegłem do niego, a kiedy czołgał się, rozglądając się wkoło w poszukiwaniu swoich okularów, zobaczyłem w jego oczach łzy.
Podałem mu okulary i powiedziałem:
- Ci faceci to dupki. Powinno się im dokopać!
Spojrzał na mnie i powiedział: – Hej, dzięki!
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, jeden z tych uśmiechów wyrażających prawdziwą wdzięczność. Pomogłem mu pozbierać książki i zapytałem gdzie mieszka. Okazało się, że mieszka niedaleko mnie, więc zapytałem dlaczego nigdy wcześniej go nie widziałem. Powiedział, że wcześniej chodził do szkoły prywatnej. Nigdy wcześniej nie kolegowałem się z chłopakiem ze szkoły prywatnej. Całą drogę do domu rozmawialiśmy, a ja pomogłem mu nieść książki. Okazało się, że był całkiem fajnym chłopakiem. Zapytałem czy nie chciałby pograć z moimi przyjaciółmi w piłkę. Odpowiedział, że tak. Trzymaliśmy się razem przez cały weekend, a im lepiej poznawałem Kyle, tym bardziej go lubiłem. Tak samo myśleli o nim moi przyjaciele. Nastał poniedziałkowy poranek, a Kyle znów szedł z naręczem swoich książek. Zatrzymałem go i powiedziałem:
- Jeśli codziennie będziesz nosił te książki, dorobisz się niezłych muskułów!
Roześmiał się tylko i podał mi połowę książek. W ciągu następnych czterech lat, Kyle i ja bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Kiedy staliśmy się seniorami, zaczęliśmy myśleć o pójściu na studia. Kyle zdecydował się na Georgetown, a ja wybierałem się do Duke. Wiedziałem, że na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi i że ta odległość nigdy nie będzie problemem. On zamierzał zostać lekarzem, a ja chciałem dostać sportowe stypendium. Kyle miał wygłosić mowę pożegnalną na zakończeniu roku, więc musiał się przygotować. Drażniłem się z nim, mówiąc że jest kujonem. Byłem bardzo zadowolony, że to nie ja będę musiał stanąć na podium i wygłosić mowę. Na zakończeniu roku, zobaczyłem Kyle. Wyglądał wspaniale, był jednym z tych facetów, którzy odnaleźli się podczas nauki w szkole. Przybrał na wadze i właściwie, to wyglądał dobrze w okularach. Miał więcej randek niż ja i kochały go wszystkie dziewczyny. Matko, czasami byłem zazdrosny! Dzisiaj był jeden z tych dni. Widziałem, że denerwował się mową. Więc szturchnąłem go w plecy i powiedziałem:
- Hej, wielkoludzie! Będziesz wspaniały!
Spojrzał na mnie z jednym z tych wyrazów twarzy (tym wyrażającym wdzięczność) i uśmiechnął się.
- Dziękuję powiedział.
Kiedy rozpoczął swoją mowę, odchrząknął kilka razy i zaczął:
- Zakończenie roku, jest czasem kiedy dziękujemy ludziom, którzy nam
pomogli przejść przez te trudne lata. Swoim rodzicom, nauczycielom, rodzeństwu, może trenerom… ale najbardziej swoim przyjaciołom. Chcę wam powiedzieć, że bycie przyjacielem jest najlepszym darem jaki możecie im dać. Zamierzam opowiedzieć wam pewną historię.

Spojrzałem z niedowierzaniem na mojego przyjaciela, kiedy opowiedział o dniu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Podczas tamtego weekendu zamierzał się zabić. Opowiedział w jaki sposób opróżnił swoją szafkę, żeby jego mama nie musiała później tego robić, i jak niósł swoje rzeczy do domu.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się słabo.
- Dzięki Bogu, zostałem uratowany. Mój przyjaciel uratował mnie przed zrobieniem tej strasznej rzeczy.
Usłyszałem szept rozchodzący się po tłumie, kiedy ten przystojny, popularny chłopak opowiadał o swojej słabości. Zobaczyłem jego mamę i tatę uśmiechających się do mnie w ten sam, pełen wdzięczności sposób. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z jego głębi.

Nigdy nie oceniaj zbyt nisko swoich czynów. Jednym drobnym gestem, możesz odmienić życie innej osoby – na lepsze lub na gorsze. Bóg stawia nas na czyjejś drodze, abyśmy w jakiś sposób wpłynęli na życie innej osoby. Szukaj zatem Boga w innych.

aniol.jpgPrzyjaciele są jak anioły, które stawiają nas na nogi, kiedy nasze
skrzydła zapomniały jak się lata.

Nie istnieje żaden początek ani koniec…
Dzień wczorajszy jest historią.
Dzień jutrzejszy – tajemnicą.
Dzisiejszy jest – darem.

Kwiat

2 komentarzy

Jesteś kwiatem, który do życia się budzi,
lecz nie zakorzenia się tu;
jak piosenka, która się nigdy nie nudzi -
z deszczu mnie prowadzisz do snu.
(Przez bezkresy morza do wieczności nieba,
Aż po magię i światło gwiazd – )
martwić się przegraną nie trzeba, nie trzeba,
skoro jeszcze przegrasz nie raz.

(Jesteś kwiatem, który do życia się budzi,
lecz nie zakorzenia się tu…)

(Dookoła świat tak ponury, ponury,
Nie znajduję prawdy swej w nim;
może nagły wskaże ją piorun i z góry
cel oświetli na szlaku mym.)

Przez bezkresy morza do wieczności nieba,
Aż po magię i światło gwiazd –
martwić się przegraną nie trzeba, nie trzeba,
skoro jeszcze przegram nie raz.

(Jesteś kwiatem, który do życia się budzi,
lecz nie zakorzenia się tu…

Grzegorz Turnau

W najbliższą środę pląsamy po irlandzku na koncercie pod tytułem: Jesteś kwiatem.
Ostatnio tańczymy dużo i intensywnie, bo koncert jeden po drugim. Ale jest w tym cała magia radości, więc nie narzekam na ból w dosłownie każdej cząstce ciała (a niektórym wydaje się, że taniec irlandzki to tylko nogi) i uwydatniające się (coraz bardziej i widoczniej niestety) mięśnie łydek. Jedno jest pewne: Kocham to, co robię.
Pozdrawiam ciepło i zielono.
Frunę pokolorować włosy…

Czasem mam wrażenie, że nie potrafię tego, do czego stworzona zostałam…
Chyba jednak nie potrafię, a może po prostu jeszcze nie teraz? Ale będę czekać, bo wierzę, że każda Miłość ma swój czas i każda radość wie, kiedy się uśmiechać, każde szczęście kiedyś zakwitnie i każde serce zatrzepocze skrzydłami…

Nowy rok planowałam powitać w Mediolanie. Jednak w najostatniejszej z możliwych chwil, wycofałam się z tego pomysłu, wybierając nagłą opcję wyjazdu w Pieniny. Z czasem okazało się, że była to najlepsza decyzja, jaką podjęłam w 2005 roku. No cóż, lepiej późno niż wcale – przynajmniej mam tę satysfakcję, że mimo wszelkich upadków i losowych przypadków, tamten rok mogę uznać za udany. W końcu to właśnie tamten rok powitałam na drugim krańcu naszego kontynentu (w Portugalii), odwiedziłam dwa wymarzone Sanktuaria Maryjne (Fatimę i Lourdes), pod natchnieniem przy zaangażowaniu całego mojego serca, napisałam pracę magisterską na samodzielnie sprecyzowany temat, a następnie obroniłam się na ocenę bardzo dobrą, uzyskując tym samym tytuł magistra filozofii, zaczęłam regularnie tańczyć w zespole (bo wcześniej to były jedynie kursy i warsztaty) tańca irlandzkiego, który powstał również w 2005 roku, no i na sam koniec udało mi się przezwyciężyć odwieczne wątpliwości, zagłuszyć głupie pytania, które bez pozwolenia rodziły się we mnie i podjęłam decyzję o tym, że czas najwyższy uczynić coś zupełnie innego tylko po to, aby samej sobie dać szansę uwierzenia w to, że ten świat został stworzony najpiękniej, jak to tylko było możliwe…
W ten oto sposób znalazłam się w bajce. Bo góry, pokryte bielusieńkim puchem śniegu, tworzą bajkową rzeczywistość. Aż trudno w to uwierzyć, ale zapewniam, że warto tego doświadczyć. Nowi ludzie, nowe otoczenie i nowy sposób spędzania czasu. To wszystko odmieniło mnie i moje dotychczasowe spojrzenie na świat. Ten rok powitałam w górach, uczestnictwem we Mszy Świętej odprawionej przy figurce Świętej Kingi na Zamkowej Górze. Zaczął się on cudownie, niesamowicie i zupełnie inaczej, niż każdy poprzedni. Warto czasem zaryzykować wszystko, aby wzbogacić się duchowo.
I wiecie, co ? Niespodzianka. Zupełnie nieoczekiwanie i bez wcześniejszych planów. Tak nagle…
Stał się cud. Zły czar prysnął. Zakochałam się. Tym razem szczęśliwie i z pełną wzajemnością. Bóg jest Wielki, a Jego Miłość najwspanialsza…

Niektóre marzenia są tylko po to, aby dodawać nam siły w trudnych chwilach naszego życia. Nie zawsze można je realizować i one same nie zawsze są realne…
Ale są też takie, które rodzą się w naszych sercach po to, aby rozkwitać w naszym życiu. I te, z całą pewnością i koniecznością trzeba urzeczywistniać.

Życzę Wam, Kochani wielu pięknych marzeń, które uskrzydlą Wasze serca i umocnią wiarę w piękno i sens istnienia.
I życzę Wam nadziei na spełnienie tych wszystkich perełek, które rodzą się w Waszych duszach po to, aby rozkwitać w kolorach tęczy.

Pozdrawiam, skrzydłami oanielam i buziam…

Podobno życie, w dziesięciu procentach składa się z tego, co nam się przydarza, a w dziewięćdziesięciu procentach z tego, jak na to reagujemy.

Czasem ogromny zachwyt z małej rzeczy, jest cudowniejszy, niż wielka wygrana w totolotku, którą przecież tak łatwo zmarnować…

No i mamy smutny, szaro – bury listopad. Sennie krótkie dni. Poranki, które witają nas chłodną ciemnością i żegnają tym samym.
Czas jesiennej zadumy, romantycznej refleksji spowitej złocistymi barwami i szelestem liści tańczących na niewidzialnej scenie utkanej powiewem wiatru był tego roku wyjątkowy i wspaniały…


  • RSS